Trafiło się ślepej kurze hasbro

Czy planszówkowiec może doświadczyć czegoś gorszego, niż impreza pod znakiem Hasbro? Może. To Sylwester spędzony pod znakiem Hasbro.

Zanim zacznę wywód, krótka dygresja słowotwórcza. Jedną z wątpliwych zasług, jakie recenzenci gier planszowych wnieśli do języka polskiego jest potworny językowy mutant (dzięki bogu na razie siedzi jeszcze w getcie slangowego uzusu), niczym frankenstein pozszywany z niepasujących do siebie części, a do tego stworzony według bluźnierczych zasad „czarnego słowotwórstwa”. O tak – liczbą bestii jest 666, a kto ma rozum, ten już wyliczył, że imię jej regrywalność.

 

Dziwi mnie natomiast, że nikt dotąd nie wpadł na pomysł, będący antytezą przypadku słowa „adidas”, które jak wiemy w języku polskim oznacza obuwie sportowe ogólnie, zaś firmówki zwane są Adasiami. Oto mamy hasbro, które można włożyć w ciąg, shit, szajs, badziewie, broken, „żądam zwrotu moich pieniędzy”, „strata czasu”, „kup – zagraj u kolegi – hasbro”, ersatz. Czyli takie YOLO, „dziecko hasbrostrady”, „pokolenie hasbro”. Ależ piękna inwektywa: „Twoja stara projektuje planszówki dla hasbro” – znajdziesz mocniejszego disa?

 

W zasadzie wszystko byłoby piękne, gdyby nie to, że pod górą bezwartościowego popiołu, skrywa się prawdziwy diament. Cholerny wyjątek od reguły. Oczywiście, zepsuty zegar pokazuje dobrą godzinę dwa razy na dobę, i trafić się może ślepej kurze ziarno – tak więc nie może mnie dziwić (logika przysłów nie pozostawia mi miejsca na zdziwienie), że ten znamienity producent tektury przypominającej gry planszowe, wydał z siebie aż tak dobrą rzecz. A skoro już mowa o rzeczy, to do rzeczy.

 

Tabu ma wszystko to, co powinna posiadać dobra gra imprezowa, proste zasady, zerowy próg wejścia, tempo, doskonałą skalowalność, fajny gadżet, rozkoszny twist oraz humor, który wprost tryska podczas zmagań. Jeśli porównamy producenta gry do naszej rodzimej reprezentacji, to Tabu będzie w niej Lewandowskim.

 

Ze swojej strony dziękuję firmie Hasbro, w szczególności onemu Product Managerowi, który był w stanie omamić szefa tej firmy, do tego stopnia, że ten, raz jeden zechciał wydać grę, za którą niemal każdy nowoczesny planszówkowiec zagłosuje rękami, nogami i portfelem. Oby więcej.

 

W trakcie sylwestrowego spotkania graliśmy w Tabu kilka razy, zawsze grając bardzo genderowo – dziewczęta przeciw chłopakom. Jak łatwo się domyślić, moja drużyna dostawała za każdym razem spektakularny łomot. Nasze morale siadało po każdej akcji dziewcząt w stylu: Pierwsza podpowiedź: Tak mam na imię. Odpowiedź: „Macchu-Picchu”. Siadało z każdą odrzuconym babskim hasłem w stylu „Pelargonia”. Nie mniej, to właśnie my, my faceci potrafiliśmy odgadnąć w ułamku sekundy, chórem, hasło za podpowiedź mając jedynie jedno słowo: lambda. Epic win, pośród morza epickich faili. Ten jeden raz otrzymaliśmy od nich oklaski – co nie zmienia faktu, że nie odmówiły sobie w finale radosnego tańca na naszych grobach.

 

 

  • Jeśli chodzi o gry imprezowe, to jakoś nie mogłem się przemóc, by w pełni zejść na ten niepewny grunt. O ile strzałem trafionym było Time’s Up, a spośród klasyki na pewno złe nie są Jungle Speed, czy Dobble, tak podświadomie obawiam się zakupu Party Alias, czy Tabu, które – chociaż nie opuszczają list bestsellerów – widnieją wciąż w moich oczach pod banderą „gniot dla tłumu”. Być może czas zmienić ten przedwczesny osąd…

    PS. Tytuł tekstu powinien chyba brzmieć „Trafiło się ślepej kurze Tabu” 🙂

    • NeuroZnadPlanszy

      Ja obawiam się Jungle Speed i Jengi, bo mogą wyrządzić straty na zdrowotne i materialne. Co do Tabu, proponuję zagrać u kolegi. Inna sprawa, że to mimo wszystko droga gra jeśli po naszemu przeliczy się zawartość pudła i jakość komponentów.

      Co do tytułu – taki jest bardziej, no wiesz, cocky jak to mówią angole.

    • kwiatosz

      Coś w tym jest, ile bym nie poczytał o Tabu, to w dalszym ciągu jest to raczej nie do kupienia, jakoś tak odstrasza…

      • Jan Madejski

        Mnie Tabu w roli gry imprezowej też odstrasza, ale za to jest świetne podczas grupowej nauki języków obcych – polecam wszystkim trenerom.

  • Marcin Segit

    Ja tam „regrywalność” nawet lubię. Chwile mi zeszło na przyzwyczjenie się, ale wolę to, niż wciskanie wszędzie „replayability”.
    Za to niemiłosiernie wkurza mnie „balans”. A jest takie piękne słowo jak „równowaga”, ew. „zrównoważony”.

    • NeuroZnadPlanszy

      A co miałem zrobić, też przywykłem i pogodziłem się, że moja krucjata nie ma sensu, ale na Boga, Honor i Ojczyznę, „jestę Polakę” i czasem mam ochotę na zryw, na ruszenie sumień, że aż słyszę ten łopot husarskich skrzydeł za plecami 😉

      Balans to nic, musisz wiedzieć, że w Planszówkowie czasem takie flejmy chodzą, że przy erpegowcy mogą się schować. Pamiętam, że tenże balans był wyszydzany przez zwolenników bilansu. O równowadze nikt wówczas nie pamiętał.

      • Marcin Segit

        Swoją drogą, masz jakąś zgrabną jednowyrazową propozycję zamiennika „replayability”?

        • NeuroZnadPlanszy

          Zacytuję moją ulubioną kwestię z książki „Przez ciemne zwierciadło”: Nie, nie mam.

    • kwiatosz

      Zamiast „jest zbalansowana” trzeba by powiedzieć „strony mają równoważne szanse na wygraną” – bo „jest zrównoważona” zastosować średnio się daje.

    • Crinos PL

      Hmm…. przecież słowo „balans” istnieje w języku polskim i oznacza (za PWN): «przechylanie się w różne strony w celu utrzymania równowagi». Czyli chyba oddaje sens.

      A nie wkurzają Cię niemiłosiernie „epickie faile”? 😉

      • Marcin Segit

        Mniej więcej oddaje, w końcu to synonimy, chociaż ja bardziej jestem skłonny zwykle użyć tego słowa w kontekście czynności fizycznej. Przyjmuję jednak słowo „balans” jako część growego slangu, choć brzydkie. 😉

        Natomiast „Epicki fail” – „epickie cokolwiek” jest złe. 🙂 „Epic” to po polsku „imponujący” (lub też „heroiczny”, ale tu już kontekst wchodzi w grę), jako że „epicki” odnosi się do epiki – rodzaju literackiego (tylko i wyłącznie). Oczywiście rozmawiamy o języku pisanym-literackim, a nie mówionym języku potocznym, a i Internet wszystko zniesie. 😉

        • Crinos PL

          Dobrze gada, polać mu 😉

          • NeuroZnadPlanszy

            Dlatego napisałem Epic win, oraz epickie faile. Co jest samozwrotne, a więc w pełni świadomie zastosowałem funkcję poetycką przekazu.Co z wami ludzie? 😉

          • Marcin Segit

            Tak sobie gadamy. Możemy przestać. 😉

  • Crinos PL

    Porównanie Tabu do Lewandowskiego w reprezentacji wbrew pozorom nie wystawia jej dobrego świadectwa. Oznacza bowiem grę, która została wydana z braku lepszych pomysłów, a i tak się kompletnie nie sprawdza…

    • Bogas

      Porównanie trochę nietrafione. Tabu jest samodzielną grą i nie wymaga dodatków, aby była grywalna.

      • NeuroZnadPlanszy

        Brawo Bogas, słusznie odczytałeś paralelę. Jak patrzysz na Tabu jak np. Kwiatek – widzisz w otoczeniu „reprezentacji – hasbro” to widzisz przeciętną grę, tak przeciętną jak drużyna. A weź to odseparuj i nagle Tabu to Lewandowski bez bagażu reprezentacyjnego, jeden z najlepszych piłkarzy świata (to znaczy tak, myślę, bo nie znam się na piłce nożnej).