Wsiąść do Pociągu, ale nie tego – Trans Europa

Gdybym miał wymienić kilka gier, dzięki którym można gładko w świat planszówek wprowadzić dowolnego członka rodziny, znajomego, dzieciaka czy emeryta, to oprócz standardu Alhambra, Carcassonne, Fasolki i Wsiąść do Pociągu: Europa wymieniłbym jeszcze jedną grę o której mało kto już dziś pamięta. Grę Trans America poznałem przed laty na jednym z pierwszych Pionków. Jest szybka, zabawna, pełna interakcji, a do tego szalenie, ale to szalenie emocjonująca. I co najważniejsze, to gra o zapałkach… to znaczy, ten tego… zaraz… o zapałkach też, ale przede wszystkim o lokomotywach, wagonach, torach, pociągach, składach. Wszyscy kochają krowy, ale jeszcze bardziej ciufcie.

 

Mówcie co chcecie, ale dobre gry planszowe, w odróżnieniu od najlepszych komputerowych, wcale, ale to wcale się nie starzeją. Choć, jeśli wydawca zabiera się do przypomnienia hitu sprzed lat, to fajnie jak go trochę odświeży wizualnie – do tej pory za króla faceliftingu miałem Piratów: Karaibską Flotę (oryginalnie: Boomtown), ale zapowiada się, że Pociągi: Europa (oryginalnie Trans Europa, od Trans Ameryki różni się tylko mapą) pobije mojego ulubieńca – tyle wnoszę po grafice z pudełka, liczę że środek będzie równie piękny.

 

Gra polega na budowaniu linii kolejowych, w taki sposób aby podłączyć do sieci kolejowej 5 wylosowanych na początku miast. Kto pierwszy ten lepszy. Kto się nie wyrobił traci punkty. W każdej turze gracze dokładają do dwóch odcinków torów na zwykłym terenie, albo jeden na trudnym takim jak góry czy rzeki. Po zakończeniu rundy wszystko rozpoczyna się od nowa, aż do momentu, kiedy jeden z graczy wyląduje na czerwonym polu punktacji. To jest koniec gry, zwycięzca może zatańczyć z radości, a przegrani będą chcieli się od razu odegrać. Wszystko to w około 30 minut. Akurat tyle, żeby dzieciak nie stracił skupienia, a babcia nie wyzionęła ducha.

 

Dobra gra, w szczególności tak prosta jak Trans Europa, musi mieć jakiegoś fajnego twista. Tym, co jest ciekawe w tym uroczym maleństwie jest to, że linie wszystkich graczy mają ten sam kolor. Zatem wynika z tego niechybnie, że możemy używać linii ustawionych wcześniej przez innych graczy i podłączając się do takiej kontynentalnej sieci, łączyć nasze miasta. Nic fajniejszego niż wykorzystać trud przeciwnika, jego akcje i jego tory, do kolejowego blizkriegu.

 

A gdyby nam się to znudziło, to w polskiej wersji możemy wykorzystać mały dodatek, który jeszcze zamiesza, bo wprowadzi trzy odcinki „prywatne”, które dla pociągów przeciwnika stanowią barierę nie do przejścia (choć do ominięcia).

 

Pociągi: Europa, to jedna z takich gier, przy których nie sposób się nudzić. Interakcja jest otwarta, presja potężna, a przy tym czas gry krótki. Główka w tym sprincie paruje, podstęp goni podstęp, a wszyscy bawią się w najlepsze – bo wiecie, parująca adrenalina skrapla się na suficie. Serdecznie polecam, bo to dobra wejścówka, a także soczysty fillerek – na prezenty idealna.

Idealna gra wojenna – Polis: Fight for the Hegemony

Odkąd zacząłem grywać w planszówki poszukiwałem gry wojennej, która na równi będzie traktować aspekt militarny i ekonomiczny konfliktu. Pisząc gry wojenne, mam na myśli wszelkie gry planszowe traktujące o wojnie jako takiej – nie ważne czy konflikt miał miejsce w naszej rzeczywistości czy w fantastycznych realiach. Kilka miesięcy temu, mój dobry znajomy zaczął opowiadać o grze, której specyfika zdaje się spełniać moje oczekiwania niemal w 100%. Gra Polis: Fight for the Hegemony rozkłada akcenty pomiędzy elementami strategicznymi i ekonomicznymi niemal idealnie.

Czytaj więcej