Idealna gra wojenna – Polis: Fight for the Hegemony

Odkąd zacząłem grywać w planszówki poszukiwałem gry wojennej, która na równi będzie traktować aspekt militarny i ekonomiczny konfliktu. Pisząc gry wojenne, mam na myśli wszelkie gry planszowe traktujące o wojnie jako takiej – nie ważne czy konflikt miał miejsce w naszej rzeczywistości czy w fantastycznych realiach. Kilka miesięcy temu, mój dobry znajomy zaczął opowiadać o grze, której specyfika zdaje się spełniać moje oczekiwania niemal w 100%. Gra Polis: Fight for the Hegemony rozkłada akcenty pomiędzy elementami strategicznymi i ekonomicznymi niemal idealnie.

Ponieważ miałem okazję spotkać się z Polis: Fight for the Hegemony tylko raz, pozwolę sobie nie recenzować tej obiecującej pozycji, jedynie podzielić się wrażeniami, stąd rzut okiem.

Realia

Nie trzeba być Sherlockiem, żeby domyślić się iż, gra osadzona jest w realiach Starożytnej Grecji, tuż po zwycięstwie nad Persją, kiedy to do gardeł rzuciły się sobie dwie największe siły tamtych czasów – Sparta i Ateny. Rozgrywka obejmuje więc Peloponez, na wschodzie wybrzeże Azji Mniejszej, na zachodzie Sycylię, w warstwie handlowej sięga aż do Egiptu.

Gatunek

Zanim zagrałem, obawiałem czy przypadkiem, Polis nie będzie dla mnie grą hyrbrydową (przy okazji zapytam, czy to określenie pochodzące ze wczesnych audycji Planszostacji czy numerów Świata Gier Planszowych ciągle jest w użyciu), a zatem grą, która mimo tematyki wojennej stosuje w przewadze nadmiar koncepcji, które sprawdzają się w grach Euro. Nie przepadam, za takimi potworkami, zazwyczaj akcenty przesunięte są radykalnie w stronę eurostylu.

Polis na szczęście jest dokładnie tym czego można oczekiwać po grze, która wrzuca cię w rolę przywódcy państwa na poziomie teatru działań. Oczywiście, znajdziemy tu sporo odniesień do innych gier, także euro, ale wszystko to wymieszane jest w stosownych proporcjach.

Jak sobie wyobrażałem grę moją idealną grę wojenną

To gra, w której z przeciwnikiem – przeciwnikami będę zmagał się zarówno pod względem militarnym i ekonomicznym, które jednakowoż nie są od siebie odseparowane. Poziom komplikacji bitwy nie musi być wyższy niż ten obecny np. w Grze o Tron, lecz ekonomia nieco bardziej złożona niż choćby w Starcrafcie, a zatem, większa liczba surowców, możliwość handlu i wpływu na ceny.

I gdybym miał określić Polis jako mieszankę innych gier: plansza i drewno z Peryklesa, prosta elegancja bitwy rodem z Gry o Tron, podboje pachnące troszkę Twighlight Struggle, ekonomia gdzieś pomiędzy Through the Ages, Puerto Rico i Wysokim Napięciem. Zresztą odnosząc się do Through the Ages, to mam wrażenie, że gra może spodobać się jej fanom, którym brakuje jednak planszy i walki o wpływy na jej „fizycznych” regionach. Nie wspominam o rozwoju naukowym, bo w grze go nie ma, jest jednak możliwość „budowy” pewnych projektów, które pomagają zbliżyć się do zwycięstwa. Rezerwuję sobie tu prawo, zapewniania, że to tylko ogólne wrażenia, bo Polis nie zrzyna wprost.

Co w grze podobało mi się najbardziej

Świetne proporcje pomiędzy ekonomią, podbojami oraz militariami. Za każdy ruch wojska, za każdą rekrutację trzeba zapłacić zasobami. Zasoby można pozyskać zajmując tereny neutralnych Polis, a potem ściągając podatki. Im więcej wojska, tym więcej można ściągnąć. Oprócz podboju militarnego, można neutralne Polis wciągać do swojego sojuszu, za pomocą przekupstwa, korzystając z Proxeniosa – czyli dyplomaty i szpiega jednocześnie. Szczególnym rodzajem zasobu są Punkty Prestiżu (coś na kształ poparcia możnych). Każda akcja militarna zabiera prestiż, który można zdobyć poprzez dbanie o dobrobyt i przyrost liczby mieszkańców miast, budowę światyń, organizację igrzysk, ale też poprzez dyplomatyczny i militarny podbój. Jednakże ludne miasta, to konieczność wyżywienia ich mieszkańców, co wymusza handel i posiadanie floty do ochrony szlaków handlowych, a także ściąganie podatków z bogatych prowincji, co znowu kosztuje surowce i prestiż, bo jeśli nie wyżywimy mieszkańców, to stracimy prestiż, a jeśli zejdziemy poniżej zera, to nas zdetronizują. Innymi słowy, gra posiada pewne zazębiające się mechanizmy i postępując nieroztropnie można łatwo przeszarżować w którymś z kierunków.

Nie każdy lubi gry, które od pewnego momentu stają po prostu zarządzaniem niedoborami. W Polis nie ma łatwych wyborów i przekonujemy się o tym już w pierwszej turze gry. Ale znam też fanów takich kłopotliwych gier, które nie pozwalają na beztroskie „womitowanie” jednostkami, nadprodukcję surowców, zalewanie rynków towarami. W Polis już na początku trzeba sobie rozwój równoważyć, myśleć o tym co w przyszłości, jak budować zapas prestiżu, dla niepopularnych wśród ludu akcji, jednocześnie zabezpieczając sobie bazę surowcową, gromadząc zapasy, a jednocześnie brakiem wojsk nie oddać strategicznie ważnych Polis przeciwnikowi.

Opinie z zewnątrz

Spotkałem się z opiniami, że gra zawiera element losowości, który może zdecydować o zwycięstwie. No, cóż nie sądzę, aby wpływ losowości był tak wielkie. Przede wszystkim los pojawia się kiedy chcemy, żeby Polis przeszło na naszą stronę, ale tylko, kiedy dokonujemy tego siłą, bo dyplomacja działa zawsze, lecz jest kosztowna. Los pojawia się też raz na etap, kiedy wyciągane są karty wydarzeń. Także w przypadku bitew. Moim zdaniem losowość w tej grze jest znacznie mniejsza, niż ta choćby w Grze o Tron, której jest tam i tak jak na lekarstwo.

Z drugiej strony z relacji mojego przeciwnika wynika, że każda z rozgrywek w której uczestniczył, miała inny przebieg, pomimo że te około 6 do 8 gier za każdym razem rozgrywał tą samą stroną. I choć wydaje się, że gra ma pewne oczywiste otwarcie dla Aten i Sparty, to jednak każdy ruch przeciwnika wpływa na przestrzeń gry w taki sposób, że partie różniły się od siebie zarówno agresywnością, kierunkami podbojów, dynamiką, czasem trwania.

Podsumowanie rzutu okiem

Polis wydaje się więc grą, której trzeba się nauczyć i doświadczenie z poprzednich partii zaprocentuje. A to bardzo przyjemna cecha, bo nie ma nic gorszego niż rozgryzienie gry po jednej czy dwóch partiach. Tu grę będziemy odkrywać przez jakiś czas. Ponadto asymetria sił nie jest wielka, strony nie posiadają specjalnych zasad, bohaterów, przez co szanse obu stron są raczej wyrównane na poziomie mechaniki, cała reszta to już kwestia ogrania i bystrości umysłowej.

Ciekaw jestem, czy mieliście okazję zagrać już w Polis: Fight for the Hegemony? Polecam zdecydowanie ze dwie partyjki na start, najlepiej z wyrozumiałym przeciwnikiem. Na BGG średnia z kilkuset ocen jest powyżej 8. A ponieważ to gra wojenna, jednocześnie gamers game, sądzę, że można potraktować tę średnią dosyć poważnie. Aktualnie gra jest na 343 miejscu rankingu BoardGameGeek, co powinno być świetną rekomendacją, dla stosunkowo młodej gry, mało znanego autora.

30 Udostępnień